Niesamowite

Tak może wyglądać przyszłość wojen – samoloty wypuszczające rój mikrodronów, które kolektywnie atakują cele nieprzyjaciela. Taki dron może łatwo być praktycznie niewykrywalny dla radaru a z drugiej narobić poważnych szkód w spotkaniu z samolotem nieprzyjaciela. Rój taki może także być użyty do zwalczania celów naziemnych, szpiegowania i wielu innych.

Related Post

  • vortex

    Już kilka lat temu to wymyśliłem, ale się nie podzieliłem tym pomysłem. W końcu się wszyscy pozabijamy nie wiadomo po co? A może więcej rozsądku i przywiązania do Słowa Bożego. Ludzie tego nie widzą, ale naprawdę mamy czasy jakiegoś obłędu – zabić, zabić i jeszcze raz zabić. A po co zabić?

    • ocishy

      Lepiej się nie przyznawaj głośno że masz takie pomysły. Przyjdą o 4 nad ranem panowie i wywiozą siłą do tajnego wojskowego ośrodka R&D.

      Wojny, zabijanie…to coś co towarzyszyło nam od zawsze. Nasz prapraprzodek odkrył 2 rzeczy: zwykle opłaca się współpracować, czasem opłaca się zaatakować i zabić (indywidualnie lub jako część grupy). Tak, zabijanie często opłacało się i to na dwóch płaszczyznach: indywidualnej czyli dając nagrodę tu i teraz (przyjemności: jedzonko, seks), a jednocześnie na płaszczyźnie gatunkowej, im bowiem więcej agresji międzygatunkowej tym silniejsza presja ewolucyjna, tym lepsze geny będą miały przyszłe pokolenia. Nie wystarczy uciec przed tygrysem by się reprodukować. Trzeba sprytu/inteligencji by nie dać się zabić innemu hominidowi (lub nie dać mu zabić partnerki i dzieci), by go odpędzić lub samemu zabić. Przy okazji przygotowując się do takich konfliktów ulepszamy noże, dzidy i inne elementy które przydają się i tak w codziennym życiu. A wokół ciągłego zagrożenia ze strony współbraci tworzymy zwyczaje, opowieści, kulturę, religię itd.

      I tak jest do dzisiaj…cały czas rozwijamy się jako gatunek i rozwijamy swoją kulturę, również tą czysto techniczną jej warstwę, czego przejawem są choćby coraz mniejsze i lepsze smartfony.

      Z małym wyjątkiem, od stu albo i więcej lat wojny nie są sprawiedliwe. Nie mam tu na myśli sprawiedliwości na poziomie państw czy narodów (czego nie ma i być nie może), ale na poziomie indywidualnym. Kiedyś można było liczyć na swą inteligencję (oraz siłę) i z mniejszym lub większym dodatkiem szczęścia to wystarczało by przetrwać największą bitwę, wojnę, kryzys i przekazać swoje geny. Nawet w czasach łuków: wystarczyło przewidzieć wcześniej i być w szeregach tych z łukami a nie tych za tarczami. Ale od ~ I WW tak nie jest. Wojny ścinają równo i nie patrzą na IQ. Nasz gatunek przestał biologicznie zyskiwać na wojnach (lub prawie przestał). Zyskujemy tylko szybszy postęp naukowo-techniczny. A ten zaczął znacznie przeganiać nasz rozwój gatunkowy, ale może i tak być musi.

      • Jakub Dybowski

        Fajna wypowiedź. Czasem mam wrażenie, że podbijanie kosmosu w sobie coś z tematyki związanej z egzystencją człowieka i nie sposób odizolować jedno od drugiego.
        Jedna uwaga. Wojny patrzą na IQ …i ścinają tych z wyższym.

      • vortex

        Nie ma czegoś takiego jak ewolucja taka jak opisują w podręcznikach. Niektórzy naukowcy już się zorientowali, ale czasem tylko któryś się odważy coś powiedzieć, boją się. Teoria ewolucji już umarła, i to za sprawą współczesnych odkryć nauki. Tylko kto odważy się to wprost powiedzieć. To byłby współczesny przewrót antykopernikański, mało jest odważnych. Wywrócić wszytko do góry nogami, tak jak 500 lat tamu?

        • ocishy

          Ale co jest nie tak z teorią ewolucji? Czy jakieś obserwacje ją podważają? To bardzo ogólna, szeroka koncepcja koncepcja i nie da się tak po prostu jej zanegować.
          Owszem, jakieś szczegóły dot. ewolucji biologicznej mogą się okazać błędne, ale to tylko drobnostki. Cały obraz jest elegancki.
          A jeśli nie ewolucja, to co w zamian? Jakieś podejście teleologiczne?

          • vortex

            Nie wiem co w zamian. Poza Pismem Świętym.

            Ale jako że już ujawniłem że jestem prostym, głupim cieciem, to podaje zagadkę, Sam na to wpadłem przy okazji roboty. Bo do kanałów po każdym deszczu coś spływa, piasek, gleba. Czasem te kanały się nam zatkają i trzeba wezwać ekipę, żeby je przetkała. Ale o co mi chodzi? O to że tak było zawsze. Skały są kruszone przez korzenie roślin, zamieniają się w glebę, i stopniowo spływają do morza. I tak od zawsze. Więc jakby policzyć to rok w rok spływa malutka warstwa gleby. Ale przez miliony lat powinno spłynąć setki metrów, jak nie kilometry. A nasi wybitni co jasne naukowcy znajdują tuż pod powierzchnią ziemi kompletne, w znakomitym stanie szkielety dinozaurów z przed 65 milionów lat, a nawet z przed 200 milionów lat. Powinny zostać już dawno zmyte do morza.

            W ogóle jest dobre pytanie – czy te dinozaury przed śmiercią się zakopywały tak, żeby ubogacić wiedzą współczesnych naukowców? Zycie organiczne jest bardzo agresywne, wszystko ( łącznie z kościami ) jest szybko przerabiane na karmę dla nowych drobonustrojów czy robaczków. Takie kości nie miały prawa pod żadnym pozorem przetrwać milionów ,lat. A ze na pustyni? Tyle że współcześni naukowcy twierdzą, ze klimat nieraz się zmieniał. Tam gdzie teraz jest pustynia, tysiące/miliony lat temu były puszcze, a nawet morze. Wszystko to się nie trzyma kupy.

            Są oczywiście solidniejsze sprawy. Teraz mamy wiedzę, że organizmy żywe są o rzędy wielkości bardziej skomplikowane, niż to się wydawało w czasach Darwina. Więc jest praktycznie nieprawdopodobne, aby tak skomplikowane systemy powstały w wyniku ewolucji w zakładanym czasie. To się różni o wiele rzędów wielkości, to było już liczone i to przez entuzjastów teorii ewolucji.

            A do tego jest kolejny problem. Aby to działało, było konieczne RÓWNOCZESNE powstanie wielu mechanizmów, nie stopniowe. Tak jak powiedzmy samochód, żeby pojechał to te kilka tysięcy części równocześnie musi się znaleźć na swoim miejscu.

          • ocishy

            Poruszyłeś kilka problemów z różnych dziedzin:
            1. geologia/geofizyka: erozja, procesy górotwórcze itd.
            2. biologia/biochemia: procesy rozkładu materii organicznej
            3. powstanie życia, skale czasowe jego „rozwoju”

            Pierwsze 2 nie są czymś co stanowi jakeś wyzwanie dla teorii ewolucji. Nie jestem specjalistą w żadnym z tych obszarów, ale byłbym bardzo zdziwiony gdyby były tam jakieś problemy, nierozwiązane a rzucające się w oczy zagadki.

            Najciekawszy jest temat 3. i o nim najmniej wiemy. Właściwie to 2 powiązane zagadnienia: Jak i kiedy powstały pierwsze proste organizmy (na Ziemi) to jedno. Jak szybko się „rozwinęły” i „komplikowały” to drugie.

            Częściową odpowiedzią na pierwsze jest być może panspermia:
            http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/nauka/1555835,1,zycie-powstalo-nie-na-ziemi-lecz-na-marsie.read

            (To troszkę może ułatwić problem warunków na młodej Ziemi itd.)

            PS
            A ewolucja jest „czymś więcej niż hipotezą”. czyje to słowa?

    • koziolek_matolek

      Wzajemne wyrzynanie sie homo sapiens bylo bardzo pozyteczne jako ze chronilo planete przed katastrofa demograficzna. Niestety obecnie postep medycyny zniwelowal ten naturalny mechanizm samoregulacyjny i HS za 100-200 lat zniknie (i dobrze).
      A tak poza tym to moglby kolega sobie darowac religijne wrzutki.

      • vortex

        To są oczywiście banialuki według Maltusa. Ile wtedy było ludzi na Ziemi gdy on te swoje brednie ogłaszał? Pewnie 1/10 tego co dzisiaj.

        Jako stary ateusz ( serio ) stwierdzam że Pismo Święte ma dużo większą wartość intelektualną, niż nam się wydaje. Po kilkudziesięciu latach pasjonowania się rozwojem nauki, tak przypadkiem zajrzałem do Pisma Świętego, i się zdziwiłem, jak to jest genialny tekst, naprawdę, w porównaniu z banialukami produkowanymi przez profesurę.

  • Wojtek Sykurski

    Projekt Locust realizowany przez US Navy można chyba uznać za „babcię” tego systemu 😉 http://www.defenseone.com/technology/2015/04/navy-preparing-launch-swarm-bots-out-cannons/110167/