Ostatnia podróż Endeavour’a (STS-134)

Taki smutny post dziś, bo właśnie przed chwilą wróciłem z ceremonii wytaczania promu kosmicznego Endeavour z Vehicle Assembly Building. Ale po kolei… Dzięki temu że odłożono ceremonię o 24h, udało mi się jakoś na nią wybrać, choć żona trochę narzekała że codziennie tam jeżdżę i marnuję benzynę bez sensu. Po doświadczeniach z wytaczania Discovery (STS-133), wiedziałem że nie ma się co spieszyć bo prom porusza się raczej powoli, a najciekawsze widoki są dopiero po 15-20 minutach od rozpoczęcia operacji. Ruch był bardzo niewielki, nawet w KSC nie było za wiele ludzi. Pewnie przegoniła ich zdecydowanie nie florydowa pogoda – było zimno (15C) i wiał przenikliwy wiatr.

Dotarłem na miejsce i ustawiłem się w wypróbowanym z obserwowania startu STS-133 (Discovery) punkcie – zaparkowałem od północnej strony VAB i pobiegłem po trawniku na jej wschodni kraniec. Muszę rozczarować osoby które myślą że obserwacja jadącego promu kosmicznego jest bardzo ekscytująca – nie ma nic ekscytującego w obserwowaniu jak crawler powolutku wyjeżdża z VAB. Dopiero potem nabiera on prędkości i przestajemy mieć wrażenie obserwacji wyścigów dżdżownic. Dla tych którzy mi i tak nie wierzą, trzy filmiki które nagrałem:

Tak jak poprzednim razem, początkowo oświetlenie było kiepskie (chodzi o to żeby nie pozbawić wzroku pracowników NASA którzy nadzorują wuyjazd promu z VAB), ale kiedy już prom wysunął się całkowicie ze swojego kokonu, nakierowano na niego wcześniej przygotowane, olbrzymie reflektory. I jak poprzednim razem fotografowanie stało się dziecinnie łatwe. No może nie do końca dziecinnie – poprzednim razem popełniłem kilka błędów – zapomniałem statywu (tym razem miałem monopod) i nie zdjąłem filtrów UV z obiektywów (na zdjęciach z wytaczania Discovery (STS-133) widać „duchy” – odbicia promu między filtrami a powierzchnią obiektywu). Tym razem byłem lepiej przygotowany. Ale i tak żonglowanie obiektywami nastręczało sporo problemów – korzystałem z trzech – najpierw z 35mm F/1.8 (bo było ciemno i chciałem jak najwięcej światła złapać) a potem z 11-16 F/2.8 (by zrobić zdjęcia panoramiczne) i 70-300 F/4.5-5.6 (do zbliżeń i zdjęć z ładną perspektywą).  Popełniłem także kilka błędów, które miłośnicy podglądania EXIF’ów mi pewnie wytkną. A oto i zdjęcia:

STS-134 Endeavour wyjeżdża z VAB
Reflektory już czekają gotowe

Zbliżenie na gąsienice crawlera.
STS-134 Endeavour
Zbliżenie na silniki
STS-234 Endeavour
I znowu silniki – widać SSME i silniki manewrowe.

Dziób
Polewanie drogi crawlera
STS-134 Endeavour odjeżdża na plaformę
I jeszcze takie ostatnie ujęcie

Aż się łezka w oku kręci. Czułem się trochę jak na pogrzebie. Ostatni raz ten prom jedzie na wyrzutnię. W drodze powrotnej jakoś mnie nastroiło romantycznie a nawet nowo-romantycznie, pomyślałem o dziwnym losie który mnie rzucił na ten koniec świata jakby tylko po to żebym mógł dokumentować koniec programu kosmicznego (i mam nadzieję także początki nowego, komercyjnego), potem znalazłem „Dancing With Tears In My Eyes” Ultravox’u:

przypomniał mi się ś.p. Tomasz Beksiński i jego „Romantycy Muzyki Rockowej” i w wisielczym nastroju wróciłem do domu.

Jeżeli Ci się podobał ten post, to zapraszam do zajrzenia na mój opis lądowania STS-133 (Discovery), startu STS-133 (Discovery)STS-132 (Atlantis)STS-131 (Discovery) a także do obejrzenia zdjęć z różnych startów rakiet jakie miałem okazję obserwować a także zajrzenia na opis startu Falcon 9 i/lub Atlas V z X-37B/OTV-2 oraz Atlas V z X-37B/OTV-1 albo także Delta IV z GOES-15. Zapraszam także do zaprenumerowania mojego bloga przez RSS lub po prostu zostania „obserwatorem”. A jeżeli czujesz się szczególnie zachwycony, to nieśmiało proszę o kliknięcie w jakąś reklamę – wiem że są bez sensu, ale takie mi Google daje i nie mam na nie za bardzo wpływu (tzn. udało mi się zaznaczyć że nie chcę żadnych reklam podpasek, ale to tyle).