Towot

Pojawiły się nowe doniesienia na temat przyczyn awarii Soyuza i jak zwykle czytając je zastanawiam się nad tym jak bardzo innym krajem jest Rosja. Okazuje się że jeden z boosterów przyjechał z lekko zgiętym mocowaniem. Mocowanie to składa się z dwóch łożysk kulistych wchodzących w odpowiednie zagłębienia w centralnym segmencie. Są one następnie zabezpieczone klamrami z wybuchowymi nakrętkami. W czasie separacji nakrętki eksplodują, komputer uruchamia silnik separujący booster (który sam w sobie jest po prostu ładnie ukształtowanym wylotem gazu ze zbiornika ciekłego tlenu), łożyska kulowe wyskakują ze swoich gniazd i booster odlatuje w bezpiecznej odległości od rakiety. Niestety tym razem jedno z łożysk kulowych było lekko zgięte. I początkowo booster za nic nie chciał się połączyć z rakietą. Pracownicy w końcu wcisnęli go na siłę. Jednak ktoś chyba przypuszczał że to może nie chcieć potem się odseparować od rakiety, więc w ramach pomysłu racjonalizatorskiego posmarowano to miejsce dużą ilością towotu. Oczywiście nikt nie przetestował siły jaka będzie wymagana do separacji i w czasie lotu okazało się że raczej niewielki ciąg silniczka wypuszczającego nadciśnienie ze zbiornika ciekłego tlenu nie jest wystarczający do wyciągnięcia zakleszczonej kulki ze swojego gniazda. Podejrzewam także że niskie temperatury które zagęściły towot nie pomogły w całym procesie.

Cóż, gdyby użyli WD-40 to pewnie by się nic nie stało 😉 A poważnie to oficjalnie przyczyną awarii jest „nie zastosowanie się do procesu produkcyjnego” i oczywiście jej usunięcie jest banalne i polega na ukaraniu i dodatkowym przeszkoleniu odpowiedzialnych osób. I już można wprowadzić Soyuzy do ponownych lotów, bo nie tylko znaleźliśmy przyczynę ale także ją usnęliśmy. Dlatego następny lot Soyuza juz 25 października czyli za trzy dni. Podejrzewam że zapytano pracowników czy zastosowali się do procesu produkcyjnego przy produkcji tej rakiety i wszyscy zgodnie odpowiedzieli głośno „tak!” i w ten sposób rakietę dopuszczono do lotu. Ciekawe czy to ten sam pracownik co wcześniej w Protonie założył czujnik przeciążeń do góry nogami a potem w Soyuzie przypadkowo wywiercił dziurkę? Bo ten co zdecydował źe stop metalu używany do spawania silników jest za drogi i można użyć tańszego, o niższej temperaturze topnienia to pewnie w innej fabryce pracuje.

Oczywiście improwizacja to nie tylko domena Rosjan – pamiętacie pewnie jak wiele lat temu SpaceX odkrył że dysza silnika Merlin Vacuum jest pęknięta i zamiast ją wymienić, inżynierowie odcięli uszkodzony kawałek. Lot zakończył się sukcesem i wszyscy byli zachwyceni pomysłowością pracowników SpaceX. O „nie zastosowaniu się do procesu produkcyjnego” nikt nie wspominał. Nie bez powodu ULA jest znacznie droższa od konkurencji – takie improwizacje są nie do pomyślenia. Ale to poważnie zwiększa koszty. W przypadku ubezpieczonych, niezbyt drogich ładunków komercyjnych rzeczywiście taka dokładność nie ma sensu. Ale jak się wynosi na orbitę coś warte miliardy dolarów albo ludzi, to jednak „nie zastosowanie się do procesu produkcyjnego” nie powinno mieć miejsca.