Głównie złe wiadomości

Mała kulminacja złych wiadomości z okolic SpaceX. Po pierwsze pojawił się coroczny raport ASAP (organizacji pilnującej żeby NASA nie doprowadziła do następnej katastrofy a’la Columbia czy Challenger) i poza całą serią narzekań na kulturę bezpieczeństwa w NASA, raport zawiera sporą sekcję poświęconą problemowi COPV w Falconie 9. Wydaje się że SpaceX jest nadal daleki od udowodnienia NASA że COPV v2.0 są bezpieczne. A tak bardziej dokładnie to ASAP chciało by żeby SpaceX dokonał pełnej charakteryzacji bezpiecznego zakresu warunków pracy dla COPV v2.0, zdefiniował wszelkie sposoby w jakie te butle mogą doprowadzić do eksplozji rakiety i udowodnił że w czasie startów F9 butle nie znajdą się poza zakresem bezpiecznych warunków pracy. Z raportu wynika że SpaceX znalazł wyraźnie nowy sposób na to by butle COPV eksplodowały (pękanie włókien węglowych – prawdopodobnie w pewnych sytuacjach energia jaka się przy tym wyzwala jest wystarczająca do zapłonu) ale do czasu opublikowania raportu nie zdefiniował w jakich warunkach takie pękanie jest bezpieczne lub nie występuje. Ten problem jest szczególnie ważny z punktu widzenia planowanego przez SpaceX tankowania rakiety z astronautami na pokładzie – jeżeli w czasie tankowania nie jest zachowany wymagany margines bezpieczeństwa warunków pracy COPV, to astronauci nie mogą być w czasie tankowania na pokładzie rakiety.

Raport czepia się także spadochronów obu kapsuł – obie firmy mają z nimi problemy i możliwe że wymusi to dodatkowe testy spadochronów zanim kapsułami polecą astronauci. ASAP zwraca uwagę na to że NASA za bardzo koncentruje się na pilnowaniu parametru LOC (utrata załogi) a że największym potencjalnym zagrożeniem jest uderzenie mikrometeorytu w kapsułę, to większość wysiłku idzie w modelowanie wpływu takich kolizji. Jednak powoduje to że inne zagrożenia w czasie lotu, które nie przyczyniają się do zwiększenia szans LOC są trywializowane. ASAP jest bardzo zaniepokojony przede wszystkim spadochronami – program ich testowania nie jest wystarczający. ASAP chciał by by każda z firm wykonała sześć testów końcowej konfiguracji spadochronów zanim kapsułą polecą astronauci (testy sprawdzają różne sytuacje awaryjne). Zarówno SpaceX jak i Boeing planują lub już wykonały większość z zaplanowanych sześciu testów, jednak konfiguracja spadochronów się zmieniała w trakcie testów i ASAP uważa że te testy nie powinny być liczone do certyfikacji.

Jednak głównym problemem który wydaje się uniwersalny zarówno w przypadku bezzałogowych kapsuł jak i Oriona jest brak jasnej definicji ze strony NASA jakie systemy muszą być zamontowane i aktywne w czasie lotu testowego by można uznać ten lot za kwalifikacyjny dla kapsuły. NASA wydaje się zmieniać wymagania dla każdej z kapsuł pod wpływem wymogów czasowych i nacisków producentów. NASA musi także zdefiniować procedury w sytuacji gdy któryś z systemów zawiedzie w czasie lotu testowego – czy jego certyfikacja będzie możliwa na ziemi, czy wymagany będzie dodatkowy lot bezzałogowy. Ciekawostką jest tutaj testowanie osłony termicznej Oriona. Jak pewnie pamiętacie kilka lat temu wysłano Oriona na krótki lot by przetestować przede wszystkim tą osłonę. I jak już pomyślnie przetestowano tą osłonę, to ktoś wpadł na pomysł że taka wielka osłona w jednym kawałku jest za trudna i zbyt kosztowna do produkcji i że w przyszłych lotach będzie inna – z mniejszych kawałków + uszczelnienia pomiędzy nimi. No i EM-1 ma tą osłonę przetestować, a w szczególności będzie cała góra czujników temperatury mierzących czy przypadkiem gorące gazy się przez nią nie przedostają do struktury kapsuły. Jednak ASAP przeglądając dokumentację lotu EM-1 a w szczególności kryteria startowe, odkryło że NASA planuje start nawet gdyby system który między innymi nagrywa parametry osłony był niesprawny. Alternatywą jest wielodniowe opóźnienie – trzeba by SLS zawieść do VAB, otworzyć Oriona, naprawić ten system itp. Jednak ASAP zauważa że osłona jest krytycznym elementem kapsuły i bez tych pomiarów trudno mowić o jej certyfikacji. Ten sam problem występuje z NASA i wymaganiami na to jakie podsystemy mają się znaleźć w kapsułach Starliner i Dragon 2 by można było uznać je za certyfikowane do lotów załogowych.

Druga zła wiadomość, to problem z certyfikacją F9 i FH do lotów wojskowych. USAF rozpoczęło audyt procesu certyfikacji nowych rakiet do lotów wojskowych. Nie, nie spodziewam się że zabiorą certyfikację SpaceX, jednak audyt może wykryć jakieś drobne nieprawidłowości które mogą opóźnić przyszłe wojskowe loty SpaceX i zwiększyć koszty firmy. Choć docelowo ten audyt może tak naprawdę utrudnić życie konkurencji SpaceX – w jego wyniku prawie na pewno certyfikacja nowej rakiety do lotów wojskowych będzie trudniejsza niż obecnie bo wprowadzi się nowe wymagania których spełnienie będzie kosztowne i czasochłonne. Więc możliwe że powinniśmy traktować informację o tym audycie jako dobrą wiadomość dla SpaceX

A jak już jesteśmy przy relatywnie dobrych wiadomościach z okolic SpaceX, to po pierwsze Mr. Steven przypłynął do portu. Byłem w poniedziałek go zobaczyć ale było już trochę ciemnawo + przestawili go w okolice Fishlips i nie było niczego ciekawego do sfotografowania. Planuję wybranie się do portu na sesję zdjęciową jak już mu założą ramiona i siatkę.

Po drugie wszystkie trzy kawałki Falcona Heavy są już w bazie, jednak prace nad ich integracją muszą poczekać do startu DM-1 i zwolnienia T/E na LC-39A.

21 lutego startuje F9 z misją PSN 6. Start z LC-40, lądowanie na barce. Poza samym satelitą komunikacyjnym, w tej misji poleci pierwszy prywatny lądownik księżycowy Beresheet zrobiony przez izraelską firmę SpaceIL. Firma walczyła go nagrodę Google Lunar X, ale nie zdążyli ze startem na czas. Lot na księżyc okazał się znacznie trudniejszy niż ktokolwiek oczekiwał rozpoczynając konkurs w 2007 roku. Jednak nadal pięć firm ma nadzieję wysłać coś na Księżyc, SpaceIL jest pierwsze. Ich lądownik Beresheet waży 585 kg z czego 400 kg to paliwo, ma rozmiar około 2x2x1.5 metra i ma przetrwać na Księżycu około dwóch dni – nie ma żadnych systemów kontroli termicznej i prawdopodobnie szybko się przegrzeje. Lot na Księżyc ma mu zająć sporo czasu – po wyniesieniu przez F9 na orbitę GTO, lądownik będzie powoli zwiększał orbitę tak by w końcu dać się złapać grawitacji Księżyca. A potem czeka go zmniejszanie orbity aż do lądowania. Całość zajmie 3-4 miesięcy.

 

Inne posty które podobno są związane z tym: