Lecimy na Księżyc

NASA w końcu się wzięła za przygotowania do lotów na Księżyc. W zeszłym tygodniu agencja ogłosiła plan obdarowania kilku firm pieniędzmi na przygotowanie projektów kilku kluczowych dla takiej wycieczki elementów:

  • lądownika księżycowego – będzie on jednorazowy i będzie operował pomiędzy niską orbitą Księżyca a jego powierzchnią
  • „startownika” księżycowego który będzie wielokrotnego użycia i będzie umiał zabrać astronautów i próbki z powierzchni Księżyca aż do latającej na wysokiej orbicie Księżyca Deep Space Gateway (bez żadnych spotkań z pojazdem transferowym)
  • pojazdu transferowego który będzie miał za zadanie transport lądownika + „startownika” z DSG na niską orbitę a następnie będzie umiał sam wrócić do DSG
  • kosmicznej cysterny którą dostarczane będzie paliwo do lądownika, „startownika” i pojazdu transferowego (i pewnie także samej DSG)
  • skafandrów kosmicznych przystosowanych do przebywania na powierzchni Księżyca

NASA planuje osiągnięcie tego w trzech krokach – w pierwszym do DSG zostanie wysłany sam lądownik. Ma to być już w 2024 roku. Wg. obrazka poleci on komercyjną rakietą której kształt jednoznacznie wskazuje na Atlas V. Lądownik sobie wyląduje na Księżycu bez ludzi i tyle.

W 2026 roku ma już być trochę bardziej interesująco – SLS wyśle do DSG Oriona + „startownik” księżycowy a lądownik oraz pojazd transferowy polecą tam dwoma osobnymi lotami komercyjnych rakiet (znowu o sylwetce Atlas V). Astronauci wylądują na Księżycu i potem wrócą do DSG, wraz ze „startownikiem” i pojazdem transferowym

A w 2028 będziemy mieli już pełną architekturę w działaniu – astronauci polecą do DSG wioząc ze sobą nową śluzę. Jeden Atlas V wyśle następny lądownik a dwa następne Atlas V wyślą dwie kosmiczne cysterny, Jedna zostanie użyta do tankowania „startownika” a jedna do tankowania pojazdu transferowego.

Cała ta architektura jest dość skomplikowana, ale tylko Księżycowy lądownik jest jednorazowy, wszystko inne daje się używać wielokrotnie. W sumie to NASA mogła by pójść za ciosem i np. wymagać by kosmiczne cysterny dało się potem wykorzystać jako moduły ciśnieniowe stacji, w końcu szkoda wywalać takich fajnych cylindrów z aluminium czy też stali.

Ciekawe co na to Musk? W końcu jego marzeniem jest lądowanie całym Starship na Księżycu, bez jakichś dziwnych pojazdów transferowych, osobnych lądowników i „startowników”. To poważny problem, bo SpaceX z marszu jest wykluczone z konkurencji o te pieniądze. I może się okazać że firmy które zdobędą kontrakty na budowę lądownika, „startownika”, pojazdu transferowego i kosmicznej cysterny (czyli prawie na pewno Lockheed Martin, Boeing i/lub Northrop Grumman) zaprojektują je tak by przewaga udźwigu Falcona Heavy (a potem Starship/SuperHeavy) nie miała żadnego sensu i mniejsze rakiety (OmegA, Atlas V i Vulcan) były lepiej dopasowane do ich wynoszenia.

A właśnie – zapomiałem napisać o tym że USAF znowu robi co może żeby wypchnąć SpaceX z kontraktów na starty – do tego stopnia że dwóch przedstawicieli kongresu USA wysłało list protestacyjny do USAF żądając zaprzestania dyskryminacji SpaceX (a dokładniej to zaprzestania faworyzowania niektórych firm). Chodzi o to że USAF daje jednym firmom (ULA, Blue Origin i Northrop Grumman) spore pieniądze na przystosowanie rakiet do wojskowych ładunków, a innym (SpaceX) ani grosza a potem robi przetargi które wymagają by rakiety były specjalnie przystosowane. Co więcej USAF planuje wybrać tylko dwie firmy które to potem będą miały wyłączność na wystrzeliwanie wojskowych ładunków przez następne 8 lat. Wszystko niby w szczytnym celu dopilnowania by nie zostać z ręką w nocniku i mieć dwie firmy które są stabilne finansowo. No i w już trochę mniej szczytnym celu wyrównania różnic między SpaceX a konkurencją. Tyle że jak się wyrówna różnice między SpaceX a resztą przez danie reszcie miliardów dolarów, to można skończyć w podobnej sytuacji jak kilkanaście lat temu, kiedy to USAF musiało na siłę zrobić sobie monopolistę (ULA) i płacić olbrzymie kwoty za każdy start.

SpaceX jest w dziwnej sytuacji – firma udowodniła że jest o lata świetlne lepsza od konkurencji a rząd zamiast to zauważyć i jej pomóc, robi co może by stworzyć konkurencję. Pomimo że światowy rynek wystrzeliwania satelitów jest w potwornym dołku (w 2017 zamówiono tylko 7 nowych satelitów geostacjonarnych a w 2018 tylko 5) i że firmy czeka kilka bardzo chudych lat zanim nie ruszy się bonanza tworzenia nowych konstelacji na niskiej i średniej orbicie okołoziemskiej. Wspomaganie konkurencji w tym momencie to bardzo głupi pomysł, szczególnie gdy wspomaga się jednocześnie trzy słabsze firmy kosztem osłabienia lidera. Cóż, SpaceX musi się w końcu nauczyć że lobbying jest niezwykle ważny i nie można ignorować pieniędzy z budżetu bo nie tylko że się ich nie dostanie ale co gorsza pójdą one do konkurencji.