Największa porażka SpaceX?

Chodzi oczywiście o Falcona Heavy który dokładnie rok temu wystartował z LC-39A i wbrew podejrzeniom wszystkich (włącznie z Muskiem) nie rozpadł się, a co więcej udało się odratować obie boczne rakiety. Niestety lądowanie centralnego się nie udało, ale i tak był to niezwykły sukces. Prywatna rakieta o największym udźwigu na świecie. Nie ma nic co mogło by się równać ciężkiemu. A jednocześnie FH jest wielką porażką SpaceX. Począwszy od opóźnień – Falcon Heavy miał latać już w 2013. Opóźnienie do 2018 (a praktycznie to do 2019 bo dopiero w tym roku poleci pierwszy egzemplarz „prawdziwego” FH) a przede wszystkim jednocześnie zwiększanie udźwigu F9 tak że obecnie nie ma problemu z odzyskiem tej rakiety nawet przy trudnych misjach na GTO spowodowało że nie ma zbyt wielu ładunków które wymagają „ciężkiego”. Pewnie pamiętacie że w pierwotnych planach SpaceX F9 miał wyłącznie służyć do wystrzeliwania ładunków na LEO a wszystko na GTO miało latać za pomocą FH, bo odzysk F9 z takich misji był wtedy niemożliwy. FH miał także w całości lądować na lądzie, jednak to się okazało zupełnie niepraktyczne plus postępy w lądowaniach na barce spowodowały że nie są one uważane za znacznie bardziej ryzykowne.

Gdyby FH pojawił się w 2014, to program SLS by prawdopodobnie został zatrzymany a NASA zdecydowała by się na użycie FH do swoich misji na Księżyc. A tak opóźnienia FH powodowały że decydenci woleli inwestować w SLS, bo miał on być dostępny wcześniej. Obecnie nie ma już możliwości rezygnacji z SLS (utopiono za dużo kasy) i SpaceX nie może liczyć na pieniądze od NASA na dostosowanie FH do wynoszenia Oriona czy też wielkogabarytowych ładunków. Zresztą SpaceX wcale nie chce pracować nad tymi modyfikacjami – firma traktuje FH jako nieudany, tymczasowy projekt który zostanie zarzucony jak tylko Starship i Superheavy będą gotowe. Dlatego nie ma planów ani użycia Raptora w drugim stopniu FH (co by znacząco pomogło w osiągach rakiety przy lotach poza orbitę Ziemi), ani powiększenia osłony ładunku (bo koszty tego są większe niż ewentualne zyski z kilku potencjalnych ładunków które by wymagały takich osłon). NASA wymaga 10 udanych startów zanim zdecyduje się na użycie FH do jakiejkolwiek misji. Przy planowanym tempie lotów FH będzie to dopiero po 2024 roku, kiedy to SLS już pewnie będzie latał i NASA będzie miała nowe wymówki (za mały udźwig, za mała osłona ładunku) by wybierać tą rakietę zamiast FH.

SpaceX nigdy nie uda się odzyskać pieniędzy jakie włożono w zaprojektowanie i budowę FH. Można debatować że to był koszt przekonania Elona że łączenie trzech rakiet razem jest znacznie trudniejsze niż się wydaje i że to dobrze wydane pieniądze bo dzięki temu Superheavy będzie składał się z jednego kawałka. Cóż, przekonywanie Elona że coś nie ma sensu jest kosztowne – patrz Model X i tylne drzwi.

Niezależnie od tego jak wielką porażką jest FH, to nie mogę się doczekać jego następnego startu. Jednak wygląda na to że będzie on poważnie opóźniony – misja DM-1 się już przesunęła na początek marca a dalsze opóźnienia są bardzo prawdopodobne. A to przesuwa lot Arabsat-6A co najmniej na maj tego roku, choć spodziewam się czerwca.