Sabre idzie powoli do przodu

Trochę żałuję że tego pomysłu nie podchwycił Musk bo już byśmy pewnie latali kosmicznymi samolotami. Ale Sabre nie próżnuje. Firma kilka dni temu zakończyła tzw. PDR (preliminary design review) z ESA i UK Space Agency. Następny krok to CDR i firma będzie mogła zacząć budować prototyp silnika. Planowany jest silnik o ciągu 20 tys. funtów. Ma się składać ze schładzacza (który ma obniżać temperaturę wlatującego powietrza o 1000 C w ciągu 1/20 sekundy), kompresora napędzanego turbiną którą będzie poruszał hel (działający w cyklu zamkniętym) i samego silnika. O tym ostatnim niewiele wiadomo – jaki cykl pracy itp. Całość ma być w stanie działać korzystając z powietrza atmosferycznego aż do prędkości hipersonicznych i wysokości kilkudziesięciu kilometrów. W trakcie wznoszenia się silnik będzie powoli dodawał sobie ciekłego tlenu w zależności od potrzeb by uzyskać stały ciąg. Hel napędzający sprężarkę będzie działał w cyklu zamkniętym wykorzystując ciepło z komory spalania oraz wymiennik ciepła z ciekłym wodorem (zimny/gęsty hel zostanie podgrzany chłodząc dyszę następnie napędzi sprężarkę powietrza i helu, potem trafi do wymiennika ciepła podgrzewając ciekły wodór a następnie zostanie znowu skompresowany by wrócić na początek całego cyklu).

Jednocześnie w USA trwają prace nad rozpoczęciem testów samego schładzacza. W Colorado firma zbudowała stanowisko testowe – żeby osiągnąć odpowiednie prędkości odlatującego powietrza użyty będzie silnik odrzutowy J79 z demobilu. Te silniki napędzały F-104 Starfighter (a także starsze wersje F-16), wyprodukowano ich ponad 17 tys. sztuk i jest ich sporo niepotrzebnych w magazynach wojska. Celem jest udowodnienie że schładzacz jest w stanie działać w pełnym zakresie prędkości przez odpowiednio długi czas.

Jak by ktoś mnie zapytał co jest najbardziej obiecującą technologią rakietową, to Sabre stoi zdecydowanie na pierwszym miejscu. Dzięki temu silnikowi SSTO może stać się realne i nie wymagać potwornie wielkich rakiet. Wyobraźcie sobie Falcona 9 który nie musi brać na pokład sporej części ciekłego tlenu, bo sobie ją użyje z powietrza – spora cześć zaoszczędzonej masy może być zamieniona w masę ładunku. Zamiast kilkunastu ton taka rakieta mogła by mieć i 100 ton udźwigu. Tak, jeżeli ta technologia się sprawdzi to za kilkanaście lat czeka nas wielka rewolucja w podboju kosmosu.