Składak

Ładna wizualizacja budowanego przez trzy firmy systemu lądowania na Księżycu.

Northrop Grumman buduje moduł transferowy – to ten po lewej stronie – ma panele słoneczne od Cygnusa, system cumowania od MEV (Mission Extension Vehicle – satelita do tankowania innych), kompozytowe zbiorniki kriogeniczne i silnik BE-7 od Blue Origin.

W środku lądownik Blue Origin – jakaś modyfikacja Blue Moon.

Po prawej startownik Lockheed Martin – awionika od Oriona, silnik OMS-E od promów kosmicznych, silniczki manewrowe MR-104 które latały na wielu sondach NASA począwszy od Voyagera w 1977 roku, systemy podtrzymywania życia + monitory też z Oriona – ten sam system sterowania.

Nadal nie jest dla mnie jasne czy startownik jest sam w stanie dotrzeć z powierzchni księżyca aż na wysoką orbitę na której krąży Orion, czy po drodze musi się połączyć z modułem transferowym.

Gdzieś znalazłem fajne określenie orbity na której będzie latał Orion – orbita senatora Shelby. Nie ma ona żadnego sensu poza tym że po prostu Orion wysłany przez SLS nie jest w stanie zejść na niższą orbitę. Więc zamiast to poprawić, NASA zdecydowała się na dołożenie następnego elementu układanki.

Patrząc na to z perspektywy Apollo, człowiek się za głowę łapie. Saturn V był w stanie wysłać na niską orbitę księżyca Apollo + moduł serwisowy + LEM. W ten sposób ilość różnych ważnych manewrów była minimalna – najtrudniejsze to wyciągnięcie LEM z osłony Saturna V oraz połączenie resztki LEM i Apollo po wystartowaniu z księżyca.

W porównaniu z tym obecny lot na Księżyc jest niesamowicie skomplikowany. Dwie osobne rakiety wysyłają moduł transferowy i lądownik + startownik. Całość musi się połączyć na tej dziwnej orbicie Księżyca. Potem dolatuje Orion, następne randezvous. Orion + jego moduł serwisowy zostają a reszta leci na niską orbitę księżyca. Tam następuje separacja lądownika i startownika od modułu transferowego. Te pierwsze lądują na księżycu. Potem sam startownik startuje. Jeżeli się nie mylę to musi się spotkać z modułem transferowym. Całość musi wrócić na wysoką orbitę Księżyca i znaleźć Orion. Stopień skomplikowania całej wyprawy jest niesamowicie duży. A im bardziej skomplikowane rozwiązania tym większe szanse na awarię.

Dlatego mam nadzieję że SpaceX się spręży i zrobi Starship na czas. Choć Starship też taki banalny nie będzie – na wycieczkę na księżyc potrzebne będzie co najmniej jedno tankowanie w kosmosie. To też dość ryzykowne.