Czy będzie wielki foch?

Jak wiecie Elon planuje lot Starship na 20 km. Żeby to było możliwe, baniak musi wziąć na pokład sporo paliwa i utleniacza. A to oznacza że w przypadku jakiejś awarii może być duże bum. I tu leży pies pogrzebany. FAA może nie wydać zgody na taki lot bez zapewnienia przez SpaceX odpowiedniej strefy bezpieczeństwa. A to może być trudne lub wręcz niemożliwe – firma nie może zmusić ludzi do opuszczenia ich prywatnego terenu. Na Cape Canaveral sprawa jest prosta – cały teren jaki należy w razie czego ewakuować jest własnością rzadu federalnego i nie ma żadnego problemu. Niestety w Boca Chica nadal są spore kawałki ziemi które SpaceX nie kupił. Są też nadal mieszkańcy, wielu z nich jest niezadowolonych z tego co się dzieje w ich dawniej cichym zakątku.

Drugi problem to ekologia. SpaceX dostał zgodę na loty rakiet klasy F9 i trzysilnikowy Starship jest już trochę poza granicą. SpaceX jak dotąd nie wystąpił o nowe badanie wpływu rakiet na okoliczną przyrodę, co jest trochę dziwne bo takie studia trwają i biorąc pod uwagę tempo prac to już dawno takie studium powinno być wykonywane. I podobnie jak w poprzednim przypadku firmę czeka dość zdecydowana opozycja która będzie próbowała utrudnić otrzymanie nowej zgody.

Zastanawiam się czy nie skończy się to wszystko wielkim fochem, bo jak na razie SpaceX nie wydaje się robić czegokolwiek by przygotować się na loty SuperHeavy oraz wielosilnikowych wersji Starship. A może jednak coś robi, tylko to wszystko jest utajnione na tyle by przeciwnicy nie byli w stanie przeszkodzić? To też było by nielegalne ale w obecnym bałaganie nielegalności jaki stworzył Trump może być taniej robić coś bez zgody a potem latami się procesować i w końcu zapłacić jakąś małą karę niż iść legalną ścieżką. Pamiętacie wojnę Muska z SEC? Tu może być podobnie.