Normalnie wstyd

ArianeSpace wydaje się wiedzieć co spowodowało wczorajszą awarię ostatniego stopnia rakiety Vega. Przygotujcie sobie rękę i czoło do dużego facepalm. Powodem były źle podłączone kabelki. Tak. Trudno uwierzyć. Firma twierdzi że to wina błędu ludzkiego a nie jakiegoś złego projektu, ale moim zdaniem jak się da źle podłączyć kabelki to oznacza to że urządzenie jest źle zaprojektowane.

Po tym jak rosyjski Proton zdecydował że poleci wgłąb ziemi bo jakiś głąb założył odwrotnie czujnik przeciążeń (którego teoretycznie nie dało się założyć odwrotnie ale jak się postukało młotkiem to wszedł), wydawało się że projektanci rakiet zrozumieli że nie zawsze ich produkcją zajmują się ludzie o wysokiej kulturze pracy i że trzeba tak projektować rakiety by ograniczyć możliwości błędów. Np. inne wtyczki dla każdej wiązki kabli tak by nie dało się źle czegoś podłączyć. Jak widać Vega nie jest tak zaprojektowana i da się coś spieprzyć na tyle by stracić dwa satelity.

Ciekawe co dalej z Vega? Pewnie sprawdzą czy te kabelki są właściwie podłączone w następnych egzemplarzach, ale to za mało. Trzeba znaleźć przyczynę dla której ktoś źle te kabelki podłączył i nie zostało to zauważone. Trzeba także przejrzeć cały proces składani rakiety i sprawdzić czy nie istnieje możliwość że inne kabelki też mogą zostać przypadkowo źle podłączone. Wygląda to na aferę porównywalną ze Starlinerem Boeinga – problem jest organizacyjny i wymaga czegoś więcej niż tylko dołożenia kroku „sprawdź czy kabelki są dobrze podłączone w czwartym stopniu”.