O silniku ostatniego stopnia Vega

Nie pamietam czy już pisałem o tym silniku, czy nie? Chyba nie bo poprzednia awaria była spowodowana była rozleceniem się silnika drugiego stopnia więc nie było powodu by interesować się ostatnim (4) stopniem rakiety.

Silnik jest umiarkowanie ciekawy. Zasilany jest dimetylohydrazyną i tetratlenkiem diazotu jak wiele silników ostatniego stopnia. Nie ma żadnych turbosprężarek – paliwo i utleniacz podawane są pod ciśnieniem ze zbiorników. To też dość typowe dla silników ostatniego stopnia – im mniej ruchomych części tym większa niezawodność. Jednak ciekawe jest jego pochodzenie – jest on produkowany na Ukrainie a komora spalania pochodzi od silnika RD-869. Ten ostatni był używany w międzykontynentalnym pocisku balistycznym SS-18, miał cztery takie komory spalania i turbosprężarkę. Komora spalania tego silnika była bardzo ciekawa, bo zaprojektowano ją do pracy pod dwoma ciśnieniami – 4.1 MPa i 1.7 MPa. Ale w Vega komora spalania działa pod ciśnieniem 2.04 MPa. Silnik ma niewielki ciąg (około 250 kg) ale sam jest mały i lekki – wazy jedynie 20 kg). Jednak co się zaoszczędzi na masie silnika trzeba oddać masą zbiorników – muszą one wytrzymać ciśnienie znacząco wyższe od tego w komorze spalania co powoduje że są ciężkie. Takie rozwiązanie ma jedynie sens w przypadku małych silników o niewielkim ciągu i patrząc na Vegę trudno nie zacząć się drapać w głowę zastanawiając się czy nie można było zrobić tego lepiej.

A w sprawie awarii – wygląda na to że silnik albo się nie uruchomił wcale, albo się rozleciał natychmiast po uruchomieniu.